Dlaczego przeprosiny w sprawie o zniesławienie w sieci są trudne do uzyskania

Monika Grzelak Monika Grzelak
Firma 11.01.2026
Dlaczego przeprosiny w sprawie o zniesławienie w sieci są trudne do uzyskania

Dlaczego przeprosiny za zniesławienie w sieci są tak trudne do wyegzekwowania?

Zniesławienie w internecie dotyka coraz więcej osób – od przedsiębiorców, przez specjalistów różnych branż, aż po zwykłych użytkowników mediów społecznościowych. Kiedy nasze dobre imię zostaje naruszone online, naturalną reakcją jest chęć uzyskania publicznych przeprosin w równie widocznym miejscu, w jakim padły obraźliwe słowa. W teorii brzmi to prosto, w praktyce bywa niemal niewykonalne.

Inaczej odbieramy obelgę rzuconą w cztery oczy, a inaczej taką, która pojawia się w komentarzu pod artykułem, na forum czy w poście na Facebooku. Internetowa wypowiedź może dotrzeć do setek czy tysięcy osób, a jej negatywne skutki mogą ciągnąć się latami. To potęguje poczucie bezsilności i rodzi pytanie: czy w sieci w ogóle da się cofnąć słowa?

Polskie prawo zna narzędzie w postaci przeprosin – zarówno na gruncie kodeksu karnego (art. 212 k.k.), jak i kodeksu cywilnego (art. 23 i 24 k.c.), regulującego ochronę dóbr osobistych. W praktyce jednak samo zasądzenie przeprosin to dopiero początek problemów. Często ich faktyczna publikacja w internecie okazuje się niewykonalna albo kompletnie nieskuteczna.

Warto przyjrzeć się, dlaczego przeprosiny w sprawach o zniesławienie w sieci tak często pozostają jedynie zapisem w wyroku sądowym, a nie realnym środkiem naprawienia szkody. Zrozumienie tych mechanizmów pozwala lepiej dobrać strategię działania i skupić się na rozwiązaniach, które naprawdę mogą przynieść efekt.

Osoba przeglądająca media społecznościowe na laptopie, ilustrująca problem zniesławienia w sieci i trudności z uzyskaniem przeprosin online

Czym jest zniesławienie w internecie i gdzie do niego dochodzi?

Zniesławienie to przestępstwo polegające na pomówieniu innej osoby, grupy osób, instytucji, osoby prawnej lub jednostki organizacyjnej o takie postępowanie lub właściwości, które mogą ją poniżyć w opinii publicznej lub narazić na utratę zaufania potrzebnego do wykonywania określonego zawodu, funkcji czy działalności. W wersji internetowej może przyjmować wiele form, często pozornie błahych.

W przestrzeni online zniesławienie pojawia się m.in. w hejterskich komentarzach pod artykułami, w opiniach o firmach i usługach, czy w postach i dyskusjach w mediach społecznościowych. Szczególnie dotkliwe bywają fałszywe recenzje na platformach takich jak Allegro czy Google Maps, a także nieprawdziwe oskarżenia publikowane w grupach tematycznych na Facebooku. Mogą one realnie uderzać w reputację oraz sytuację finansową poszkodowanego.

Internet znacząco wzmacnia siłę oddziaływania pomówienia. Jedno kłamliwe zdanie w komentarzu widzi czasem więcej osób niż treść profesjonalnie przygotowanego artykułu. Co więcej, szkodliwa informacja żyje własnym życiem – jest kopiowana, udostępniana, komentowana, a każda kolejna interakcja zwiększa jej zasięg. W takiej sytuacji naturalne wydaje się oczekiwanie przeprosin równie szeroko rozpowszechnionych.

Problem w tym, że narzędzia prawne, które dobrze sprawdzały się w epoce tradycyjnych mediów, nie zawsze nadążają za specyfiką sieci. Sąd może co prawda orzec obowiązek złożenia stosownego oświadczenia, ale techniczne i organizacyjne realia internetu potrafią całkowicie sparaliżować jego wykonanie.

Anonimowość w sieci – pierwszy mur na drodze do przeprosin

Jedną z głównych przyczyn, dla których przeprosiny za zniesławienie w internecie są często niewykonalne, jest anonimowość sprawcy. Znaczna część użytkowników korzysta z sieci pod pseudonimami, używa fikcyjnych danych lub tworzy jednorazowe konta, które po publikacji kontrowersyjnych treści po prostu porzuca.

Aby uzyskać przeprosiny, trzeba wiedzieć, od kogo ich żądać. Tymczasem identyfikacja autora obraźliwego komentarza czy posta wymaga nierzadko skomplikowanego i długotrwałego postępowania. Zazwyczaj pierwszym krokiem jest wystąpienie do administratora serwisu o udostępnienie danych osoby, która opublikowała zniesławiającą treść. Na tym etapie pojawia się jednak kilka poważnych problemów.

Administratorzy platform powołują się najczęściej na ochronę danych osobowych użytkowników i własne regulaminy. Nawet jeśli zgadzają się przekazać pewne informacje, zwykle są to dane techniczne, jak np. adres IP. Ten z kolei może być dynamiczny, współdzielony, pochodzić z publicznej sieci Wi‑Fi, a czasem dodatkowo „ukryty” za VPN-em lub siecią Tor. W efekcie zidentyfikowanie konkretnej osoby fizycznej staje się nie tylko trudne, ale wręcz niemożliwe.

Bez pewnych i wystarczających danych osobowych nie ma realnej możliwości wytoczenia powództwa ani formułowania wobec kogokolwiek żądania przeprosin. Walka o swoje dobre imię przypomina wtedy szukanie igły w stogu siana, przy czym nie mamy nawet pewności, czy ta igła w ogóle istnieje. Brak możliwości ustalenia sprawcy bywa więc pierwszym i niekiedy nieprzekraczalnym murem w drodze do zadośćuczynienia.

Globalny zasięg internetu i jego „pamięć” – dlaczego słowa zostają na zawsze?

Nawet jeśli uda się ustalić sprawcę, pojawia się kolejna bariera: globalny charakter internetu i jego trwała pamięć. To, co raz zostało opublikowane, w praktyce rzadko kiedy naprawdę znika. Usunięcie pierwotnego wpisu czy komentarza nie oznacza, że treść przestaje istnieć w sieci.

Zniesławiające informacje są często kopiowane, cytowane i archiwizowane przez różne strony oraz użytkowników. Mogą znaleźć się w memach, zrzutach ekranu, czy w zasobach serwisów archiwizujących treści internetowe, które systematycznie zapisują zawartość stron. Nawet jeśli źródło zostanie usunięte, wiele jego kopii nadal pozostaje dostępnych, a każda z nich potencjalnie utrwala naruszenie dobrego imienia.

Dochodzi do tego aspekt geograficzny. Treść zniesławiająca może zostać zamieszczona na platformie, której serwery znajdują się w innym kraju, podlegającym zupełnie innemu systemowi prawnemu. Polski wyrok sądowy nakazujący przeprosiny nie musi być tam respektowany, a jego egzekucja może wymagać żmudnych procedur z zakresu międzynarodowej pomocy prawnej, często niewspółmiernych do rozmiaru sprawy.

W praktyce oznacza to, że nawet skuteczne usunięcie jednej wersji obraźliwego wpisu nie cofa wyrządzonej szkody. Internet nie zapomina, a reputacja osoby pomówionej może być narażona na długo po tym, jak sprawca opublikuje – lub nie – swoje przeprosiny. To kolejny powód, dla którego tradycyjne środki, takie jak zobowiązanie do złożenia oświadczenia, nie zawsze dają oczekiwany efekt.

Brak woli współpracy i problemy z egzekucją wyroku

Wygrana w sądzie i prawomocny wyrok nakazujący przeprosiny to dopiero początek drogi. W wielu przypadkach sprawca zwyczajnie odmawia wykonania obowiązku, licząc na to, że poszkodowany nie będzie dalej dochodził swoich praw lub że faktyczna egzekucja będzie zbyt trudna. Niestety, w realiach internetu jest w tym sporo racji.

Teoretycznie w razie niewykonania wyroku poszkodowany może złożyć do sądu wniosek o nałożenie na sprawcę grzywny za każdy dzień zwłoki. Istnieje również możliwość powierzenia komornikowi sądowemu zastępczego wykonania orzeczenia – na koszt zobowiązanego można zlecić publikację przeprosin, np. w prasie. Jednak w przypadku treści internetowych mechanizmy te napotykają poważne ograniczenia.

Komornik nie ma środków, aby zmusić prywatnego administratora portalu społecznościowego do opublikowania przeprosin w imieniu użytkownika. Tego rodzaju serwisy działają według własnych regulaminów, a wyrok polskiego sądu nie jest dla nich automatycznie wiążący. Nie istnieje też fizyczna przestrzeń, jak łamy gazety czy miejsce na słupie ogłoszeniowym, w której komornik mógłby samodzielnie „wywiesić” tekst przeprosin.

W praktyce oznacza to, że nawet przy pełnym zaangażowaniu organów egzekucyjnych wyrok nakazujący przeprosiny może pozostać martwy. Brak współpracy ze strony sprawcy oraz ograniczone narzędzia egzekucji w środowisku cyfrowym sprawiają, że ustawowe środki ochrony dóbr osobistych muszą być wspierane innymi formami działania, bardziej przystającymi do realiów internetu.

Zbliżenie na ekran laptopa z widocznymi komentarzami i ikonami mediów społecznościowych, pokazujące trudności egzekwowania przeprosin za zniesławienie online

Gdzie i jak publikować przeprosiny, gdy szkoda jest rozległa?

Kolejnym praktycznym problemem jest określenie miejsca i formy przeprosin. W przypadku wąskiego, lokalnego naruszenia, jak pojedynczy wpis na mało popularnym forum, sytuacja wydaje się stosunkowo prosta. Można wtedy domagać się, aby przeprosiny zostały umieszczone dokładnie w tym samym wątku, najlepiej na początku i w dobrze widocznym miejscu.

Sytuacja komplikuje się, gdy zniesławiająca treść rozprzestrzeniła się na wiele kanałów: trafiła na różne portale, została zacytowana w licznych komentarzach, wrzucona do kilku grup dyskusyjnych i udostępniona w mediach społecznościowych. Wówczas odtworzenie pełnego zasięgu szkody staje się niezwykle trudne, a czasem wręcz niemożliwe, bo część źródeł może być już niedostępna lub anonimowa.

Pojawia się pytanie, co znaczy „równie widoczne miejsce” w realiach sieci. Czy sprawca ma opublikować przeprosiny na wszystkich platformach, na których kiedyś pojawiły się obraźliwe treści? Czy powinien je dodatkowo promować, np. poprzez reklamy, aby mieć pewność, że dotrą do porównywalnej grupy odbiorców? W wielu przypadkach byłoby to po prostu niewspółmiernie kosztowne.

Taka skala działań przekracza na ogół możliwości finansowe i organizacyjne pojedynczej osoby, nawet jeśli jest prawomocnie zobowiązana do naprawienia szkody. W efekcie sądy często ograniczają się do wskazania jednego lub kilku miejsc publikacji przeprosin, które jednak nie odzwierciedlają realnego zasięgu pierwotnego zniesławienia. To z kolei obniża praktyczną wartość tego środka ochrony.

Jakie realne możliwości działania masz zamiast przeprosin?

Choć przeprosiny wydają się najbardziej intuicyjnym sposobem naprawienia krzywdy, w internecie często okazują się mało skuteczne. Nie oznacza to jednak, że osoba poszkodowana pozostaje bez ochrony. Polskie prawo przewiduje inne środki, które w praktyce bywają znacznie bardziej efektywne, zwłaszcza w środowisku cyfrowym.

Do najważniejszych możliwości należą:

  1. Żądanie usunięcia treści
    Podstawowym krokiem jest zwrócenie się do administratora serwisu z żądaniem usunięcia wpisów naruszających dobre imię. Wiele platform ma w regulaminach wyraźne postanowienia dotyczące szkalujących treści i jest zobowiązanych do reakcji po otrzymaniu zgłoszenia. Odmowa lub brak reakcji mogą później stanowić istotny dowód w sądzie, wskazujący na zaniechania po stronie administratora.

  2. Zadośćuczynienie pieniężne
    W ramach powództwa cywilnego można domagać się od sprawcy zapłaty określonej kwoty, zarówno na swoją rzecz, jak i na cel społeczny, np. na działalność fundacji. Pieniądze nie przywrócą dobrego imienia, ale mogą realnie zrekompensować poniesione straty moralne i materialne. To często najbardziej wykonalna forma zadośćuczynienia, bo jej egzekucja jest dla organów ścigania i komornika znacznie prostsza niż wymuszenie przeprosin.

  3. Wniosek o zabezpieczenie powództwa
    Już przy składaniu pozwu warto rozważyć złożenie wniosku o zabezpieczenie roszczeń. Sąd może wówczas nakazać tymczasowe usunięcie spornych treści lub zablokowanie dostępu do nich, jeszcze przed wydaniem prawomocnego wyroku. Dzięki temu ogranicza się dalsze rozprzestrzenianie pomówień i zmniejsza skalę szkody.

Skupienie się na tych środkach – zamiast na często niewykonalnych przeprosinach – pozwala lepiej wykorzystać dostępne narzędzia prawa i zwiększa szanse na realną ochronę renomy w sieci.

Jak działać krok po kroku, gdy padniesz ofiarą zniesławienia online?

Czas w sprawach o zniesławienie w internecie ma kluczowe znaczenie. Im szybciej zareagujesz, tym większa szansa na ograniczenie szkody i zgromadzenie pełnego materiału dowodowego. Warto postępować według kilku praktycznych kroków, które pomagają uporządkować działania i zwiększają skuteczność dalszych działań prawnych.

  1. Zabezpiecz dowody naruszenia
    Nie usuwaj niczego pochopnie i nie polegaj wyłącznie na tym, że treści „same znikną”. Zrób zrzuty ekranu wszystkich zniesławiających wpisów, zachowaj ich adresy URL, zanotuj daty i godziny publikacji. Im bardziej szczegółowa dokumentacja, tym lepiej – nawet jeśli część materiału wydaje się na pierwszy rzut oka mało istotna.

  2. Zapisz dostępne dane sprawcy
    Jeśli autor korzysta z prawdziwego imienia i nazwiska, podaje adres e-mail, link do profilu lub inne identyfikatory, wszystkie te informacje należy zachować. Każdy dodatkowy element może w przyszłości ułatwić identyfikację osoby odpowiedzialnej za naruszenie i zwiększyć szanse powodzenia w postępowaniu sądowym.

  3. Skontaktuj się z administratorem platformy
    Większość serwisów internetowych przewiduje specjalne procedury zgłaszania naruszeń dóbr osobistych i zniesławienia. Warto z nich skorzystać jak najszybciej, powołując się na regulamin serwisu oraz na przepisy dotyczące ochrony dobrego imienia. Niekiedy szybka reakcja administratora i usunięcie treści na wczesnym etapie znacząco ograniczają rozmiar szkody.

  4. Skorzystaj z profesjonalnej pomocy prawnej
    Adwokat lub radca prawny specjalizujący się w sprawach internetowych pomoże ocenić skalę naruszenia, dobrać odpowiednie roszczenia i opracować spójną strategię działania. W niektórych przypadkach możliwe będzie ustalenie danych sprawcy we współpracy z organami ścigania lub w drodze postępowania cywilnego. Profesjonalne wsparcie jest szczególnie ważne, gdy naruszenie ma charakter powtarzalny albo uderza w dobra istotne z punktu widzenia działalności zawodowej.

Dzięki takiemu uporządkowaniu działań można nie tylko zwiększyć szanse na powodzenie sprawy, ale także lepiej przygotować się na długotrwały charakter postępowania związanego ze zniesławieniem w sieci.

Podsumowanie – czy jesteś bezbronny wobec zniesławienia w sieci?

Uzyskanie skutecznych przeprosin za zniesławienie w internecie jest w polskich realiach prawnych i technicznych zadaniem wyjątkowo trudnym. Anonimowość sprawców, globalny zasięg sieci, ograniczone możliwości egzekucji wyroków oraz ogromna dynamika rozprzestrzeniania się treści sprawiają, że przeprosiny często pozostają w sferze teorii. Nawet prawomocne orzeczenie sądu nie gwarantuje ich faktycznej publikacji w miejscu i formie adekwatnej do wyrządzonej szkody.

Nie oznacza to jednak, że osoba pomówiona jest pozbawiona ochrony. Skuteczne usunięcie szkalujących treści, dochodzenie zadośćuczynienia finansowego czy wnioskowanie o zabezpieczenie powództwa często przynoszą bardziej wymierne efekty niż walka o same przeprosiny. Kluczem jest szybka reakcja, staranne zabezpieczenie dowodów oraz świadome korzystanie z dostępnych narzędzi prawnych.

Działając konsekwentnie i z odpowiednim wsparciem, można realnie bronić swojego dobrego imienia w cyfrowym świecie – nawet jeśli tradycyjne przeprosiny bywają w praktyce trudno osiągalne.

Monika Grzelak

Autor

Monika Grzelak

Piszę o prawie tak, żeby dało się szybko zrozumieć zasady i podjąć sensowne działanie. Omawiam m.in. sprawy konsumenckie, pracownicze, najem i tematy firmowe, a także podpowiadam, jak przygotować pismo lub wniosek.

Wróć do kategorii Firma